” Ja” mam swoją górę ” Ty” masz swoją górę :-)

Jako coach idę krętą drogą na swoją górę i wspieram klientów, którzy idą swoją drogą, na swoją górę. Tak, coach też ma swoją górę i nie wie wszystkiego, jednak nawet będąc o krok dalej, może być wsparciem na drodze klienta na jego górę! Jako coach podążam drogą rozwoju, żeby stawać się coraz lepszym wsparciem dla klientów! Oczywiście zdobywam też wiedzę 🙂

Coaching ( rozwój) wertykalny właśnie najłatwiej wyobrazić sobie jako drogę po wijącej się ścieżce na wysoką  górę.

Na dole, na początku podróży, nasz widok jest mocno ograniczony. W miarę jak się wspinamy, zaczynamy widzieć dalej, mamy lepszy widok. Im wyżej tym szerszą mamy perspektywę i widzimy więcej z tego, co wcześniej było niewidoczne, ukryte. Na szczycie, nagle okazuje się, że jest więcej gór, całe łańcuchy rozciągające się poza horyzont. Wertykalny rozwój to kręta, nielinearna a kompleksowa droga.

Cudowne jest to, że każdy z nas patrzy z innej wysokości. Bo to co na dole jest równoważne z tym co na górze. Integralny rozwój nie polega na wejściu na górę zapominając widoku tego co na dole. Integrujemy kolejne etapy, widoki i dzięki temu stajemy się pełni możliwości 🙂 W społeczeństwie jak i w nas samych potrzebujemy zintegrować wszystkie etapy, wszystkie widoki.

Bardzo pomaga mi również w pracy nad swoim rozwojem i wspierając klientów ( oprócz koncepcji ego, wertykalnego rozwoju) koncepcja rozwoju dorosłych Roberta Kegana. Według tej teorii nasza struktura ( organizacja) psychologiczna rozwija się w procesie zmiany tego co dla nas subiektywne ( z czym się identyfikujemy, przez co patrzymy na świat, czym jesteśmy, jakie i czyje poglądy zinternalizowaliśmy) na to co staje dla nas obiektem, który możemy poddać refleksji. Przykład małe dzieci są swoimi impulsami a nie mają impulsów. Dzieci nie potrafią jeszcze obiektywnie spojrzeć, kontrolować swoich impulsów. Ten proces rozwoju „czym jesteśmy a co mamy” ( subject – object) odbywa się przez całe życie. To czym jesteśmy, co jest dla nas subiektywne nas niejako determinuje, determinuje nasze działanie, to jak patrzymy na świat!

I to jest piękne w rozwoju, te wszystkie etapy, każdy kolejny dający nam więcej przestrzeni, szersza perspektywę, możliwość refleksji nad tym kim jesteśmy a może po prostu jesteśmy 🙂

Zapraszam

Ela

NVC porozumienie bez przemocy

Podejście do komunikacji NVC to wspaniały sposób na odkrycie świata emocji, uczuć ( interpretacji emocji, czyli fizjologicznych reakcji na bodźce) i potrzeb.

Pod warstwą naszej codziennej rzeczywistości są potrzeby, które motywują nas do działania i emocje, które nas o spełnionych czy niespełnionych potrzebach informują. Ucząc się świata potrzeb i emocji możemy zacząć je zauważać u siebie i u innych. Wszyscy mamy takie same potrzeby i to one też organizują nasze życie. Kiedy wyjdziemy poza iluzję swojej odrębności możemy zauważyć i zacząć ” wykładać na stół” to co pojawia się w naszym ciele bez wstydu, strachu i winy. Zauważyłam wydarzenie na zewnątrz, zauważyłam emocje, wrażenia w moim ciele, zdałam sobie sprawę ze swoich potrzeb i teraz mam prośbę, która przybliży mnie do spełnienia potrzeby.

Co nam przeszkadza w obserwacji, czyli najważniejszym kroku w NVC? Iluzja naszej odrębności, nasze ego – struktura psychiczna przez pryzmat, której patrzymy, interpretujemy i reagujemy. Jesteśmy ” kimś” , mamy konkretny wizerunek siebie a nie możemy zaobserwować neutralnie tego, co w nas i poza nami się zadziewa. Reagujemy przez pryzmat tego kim uważamy, że jesteśmy i jak widzimy siebie i świat!

Nasze ego zmienia się i rozwija się w procesie rozwoju naszej świadomości. Im więcej świadomości tego co jest, tym granice naszego ego stają się coraz cieńsze i możemy zacząć obserwować i decydować a nie reagować. I jeszcze jedno wiedzieć to co innego niż być świadomym. Możemy dowiedzieć się o krokach NVC ( obserwacja, uczucie, potrzeba, prośba) jednak bez udziału świadomości, nie staniemy się, nie ucieleśnimy NVC i wciąż będziemy pełni przemocy. Piękny opis i rozróżnienie czym jest wiedza a czym jest świadomość przybliża nam Rupert Sheldrake: świadomość jest jak ogień, rozjaśnia nam ciemność paląc się ( doświadczając) a wiedza to jest, jak ktoś nam po prostu oświetla ciemność latarką ( transmisja, przekaz).

Zapraszam na coaching i szkolenia

Ela

Mądrość myślenia biegunowego

Cały rozwój osobisty prowadzi do mądrości. Idziemy drogą, wpierw odróżniania się od innych, budowania swojego oddzielnego ” ja” a potem drogą integrowania tego, co po drodze odrzuciliśmy i dopełniania się tym, co zostawiliśmy w tyle i to co przed nami. Rozwój prowadzi do mądrości i dojrzałości w sensie świadomości jedności, jednego źródła, z którego płynie życie. A życie to energia płynąca od plusa do minusa, od jednego bieguna do drugiego. A każdy biegun ma swoją wartość a nadmiar jednego bez drugiego odczuwamy w postaci negatywnych konsekwencji. Integrowanie mądrości, wartości płynących z obu biegunów to jeden ze sposobów na nasz rozwój.

A jak myślimy dziś? Nauczeni jesteśmy myśleć i wierzyć, że zawsze istnieje tylko jedno rozwiązanie. W przypadku działania 2 + 5 rzeczywiście mamy do czynienia z jednym rozwiązaniem. Co jest rozwiązaniem 2+5, 7 czy 9 ? Jednak w przypadku pewnych ” problemów” trudno jest zostać tylko przy jednym rozwiązaniu, bo czy lepsza jest STABILNOŚĆ czy ZMIANA ? Każda z tych wartości ma swoją mądrość, ale ma i swoją negatywną stronę: zbyt dużo „zmian” powoduje chaos a zbyt dużo „stabilności” prowadzi do sztywności. Każdy z nas reprezentuje ” bieguny” i tym się odróżniamy. Ceniąc jeden biegun boimy się, że wartość, którą niesie ten biegun, nie zostanie uwzględniona a z drugiej strony obawiamy się też negatywnych konsekwencji opozycyjnego bieguna. Moją wartością jest stabilność i boje się, że zmiany przyniosą chaos 🙂 Brzmi znajomo?

Na każdym etapie naszego rozwoju mamy kolejne bieguny do zintegrowania. Lepiej mieć czy być, dbać o siebie czy być w relacji, rozwijać się czy docenić to co, że udało się osiągnąć…W coachingu rozwojowym myślenie biegunowe to jedna z technik, pozwala klientowi wejść wyższej na krętej drodze na szczyt swojej góry rozwojowej.

Zapraszam na coaching i szkolenia

Ela

Mądrość myślenia biegunowego

Cały rozwój osobisty prowadzi do mądrości. Idziemy drogą, wpierw odróżniania się od innych, budowania swojego oddzielnego ” ja” a potem drogą integrowania tego, co po drodze odrzuciliśmy i dopełniania się tym, co zostawiliśmy w tyle i to co przed nami. Rozwój prowadzi do mądrości i dojrzałości w sensie świadomości jedności, jednego źródła, z którego płynie życie. A życie to energia płynąca od plusa do minusa, od jednego bieguna do drugiego. A każdy biegun ma swoją wartość a nadmiar jednego bez drugiego odczuwamy w postaci negatywnych konsekwencji. Integrowanie mądrości, wartości płynących z obu biegunów to jeden ze sposobów na nasz rozwój.

A jak myślimy dziś? Nauczeni jesteśmy myśleć i wierzyć, że zawsze istnieje tylko jedno rozwiązanie. W przypadku działania 2 + 5 rzeczywiście mamy do czynienia z jednym rozwiązaniem. Co jest rozwiązaniem 2+5, 7 czy 9 ? Jednak w przypadku pewnych ” problemów” trudno jest zostać tylko przy jednym rozwiązaniu, bo czy lepsza jest STABILNOŚĆ czy ZMIANA ? Każda z tych wartości ma swoją mądrość, ale ma i swoją negatywną stronę: zbyt dużo „zmian” powoduje chaos a zbyt dużo „stabilności” prowadzi do sztywności. Każdy z nas reprezentuje ” bieguny” i tym się odróżniamy. Ceniąc jeden biegun boimy się, że wartość, którą niesie ten biegun, nie zostanie uwzględniona a z drugiej strony obawiamy się też negatywnych konsekwencji opozycyjnego bieguna. Moją wartością jest stabilność, tradycje boje się, że zmiany przyniosą chaos 🙂 Brzmi znajomo?

Na każdym etapie naszego rozwoju mam kolejne bieguny do zintegrowania. Lepiej mieć czy być, dbać o siebie czy być w relacji, rozwijać się czy docenić to co, że udało się osiągnąć…W coachingu rozwojowym myślenie biegunowe to jedna z technik, pozwala klientowi wejść wyższej na krętej drodze na szczyt swojej góry rozwojowej.

Zapraszam na coaching i szkolenia

Ela

Pełny człowiek

Jak scharakteryzować człowieka, gdzie się człowiek zaczyna a gdzie kończy? Być człowiekiem to proces stawania się a może/ i jesteśmy skończoną kreacją? Ja wierzę w rozwój, więc nie chcę patrzeć na człowieka jedynie jak na skończony twór. Choć ta tu i teraz ” skończona forma „, z którą się identyfikujemy i przez pryzmat, której patrzymy, jest tym, co pomaga nam orientować się w świecie i odpowiadać na wyzwania życia 🙂

Podoba mi się koncepcja Ruperta Sheldrake’a, która duszę opisuje jako pole, w którym znajduje się nasze ciało a która nakreśla nasz finalny kształt. Jak pole grawitacji – nie widać go a wpływa na nas. Znowu Peter Levine ( specjalista od traumy) zwraca się do w kierunku naszych ciał i zwierzęcych impulsów, które pomagają nam radzić sobie między innymi w unikaniu traumy. Trochę mam wrażenie, że człowiek odciął się od swojej zwierzęcej formy i nie patrzy w kierunku duszy, która nakreśla jego autentyczny, finalny kształt. A to może być przeszkodą w rozwoju!

Holistyczne podejście nie redukuje człowieka do głowy, uwzględnia jego ciało, emocje oraz duszę. Rozwój to integracja wszelkich, kolejnych form w jeden pełny byt. To co niezintegrowane zawsze domaga się uwagi, nasze niespełnione potrzeby manifestują się w ciele lub emocjach a poczucie braku sensu może być oznaką ignorowania duszy. Na drodze rozwoju potrzebujemy integrować wszystko to, co na danym etapie jest najważniejsze a co z pewnością przyda nam się w dalszej podróży. Z drugiej strony potrzebujemy czegoś co nam przyświeca i prowadzi dalej.

Nasz rozwój odbywa się między dwoma biegunami: różnicowaniem, separacją a integracją. Kolejne etapy rozwoju prowadzą do niezależności a jednocześnie współzależności. Stajemy się pełni i jesteśmy też częścią większej od nas pełni. Stajemy się skończonym zintegrowanym niezależnym system a jednocześnie stajemy się świadomi bycia częścią większego, pełnego, współzależnego systemu.

Człowiek jest procesem stawania się. Świadomi siebie i świadomi większej od nas całości, której jesteśmy częścią, stajemy się bardziej skuteczni, jest w nas więcej spokoju i akceptacji tego co jest.

Zapraszam

Ela

Kocham Cię i co dalej?

Moja babcia, która dożyła sędziwego wieku 101 lat, zawsze gdy mnie widziała mówiła mi , że mnie kocha. Tak po prostu” kocham Cię” i w sumie nic więcej! Dziś moja babcia już nie żyje i mi tego nie powie, jednak ja uświadomiłam sobie, że tymi słowami dotykała mojej istoty. Słowa ” Kocham Cię” wypowiedziane przez moją babcię, były niczym słowa w znanym filmie Avatar – ” Widzę Cię”.

Jak znacie moje posty, wiecie, że ja twierdzę, że istniejmy jakby w dwóch” ja”, ja – naszej istocie i ja – ego, ja osobowym. Babcia widziała mnie w mojej istocie, poza opowieścią o nas jako ja – wnuczka a ona – babcia, poza naszym ego, ja osobowym, poza naszym rolami. A ja czułam, że żyje!

Co ciekawe czytam właśnie książkę ” Głos Wnętrza” i Peter A. Levine opowiada w niej historię swojego wypadku i jak wiedza o traumie pomogła mu wtedy jej zapobiec. Peter Levine podczas wypadku ” znalazł” sobie w tłumie osobę, która życzliwie i empatycznie z nim w tej sytuacji była. Ta empatyczna obecność tej osoby dała mu ochronę i pozytywne wsparcie, dała mu przestrzeń do samoregulacji. Połączeni na głębokim poziomie z strumieniem życia, potrzebujemy go, aby radzić sobie tu na powierzchni. Ja myślę, że Peter Levine szukał w tłumie strumienia życia, naszej istoty- głębokiej esencji, do której w tej trudnej chwili mógł się ” podłączyć”, żeby nie stracić z z nim kontaktu, żeby mieć przestrzeń do samoregulacji.

Tak się wczoraj wieczorem zastawiałam czy może pierwszymi słowami, które do siebie mówimy nie powinny brzmieć „Kocham Cię” a nie „Dzień Dobry”?! Połączeni na głębokim poziomie moglibyśmy dalej rozwijać się każdy w swoim tempie, w kierunku połączenia tego co w nas istotne z tym co osobowe. Dziś częściej na powierzchni, niepołączeni ze strumieniem życia, żyjemy trochę jak ” Zombie” strasząc się nawzajem 🙂 Takie ” kocham Cię” dałoby nam też przestrzeń do samoregulacji, do samopoznania!

Ela

Koniec historii początkiem wolności!?

Ostatnio uświadomiłam sobie , że bardzo przeszkadzają mi wszelkie limity, ograniczenia. Bardzo się spinam, gdy mam podany limit czasowy, bardzo źle reaguje na przynależność do grupy. Choć czytałam w „książkach psychologicznych”, że my ludzie bardzo cenimy sobie plemienność ! Ja oczywiście chętnie mogę należeć do grupy i jednocześnie chce pozostać wolna :-). Trudno jest mi zamknąć się w grupie i podziale na my i oni! Widzimy zresztą dziś w polityce, jak bardzo zamykanie się w grupach nam szkodzi.

Idąc dalej tropem moich ograniczeń – ogranicza mnie moja historia. Czytając ostatnio o traumie, o emocjach zdałam sobie sprawę, że nasze doświadczenia, emocje i myśli to energia, która powinna swobodnie płynąć. Tym samym nasza tożsamość jest płynna, zmieniająca się wraz z nowymi doświadczeniami, myślami i emocjami. Tożsamość nie jest stała, jednak my często z różnych powodów tkwimy w „utrwalonym wizerunku” siebie! Moja historia mnie ogranicza do momentu, gdy uświadamiam sobie, że jestem czymś więcej niż moją historią, rolą w teatrze naszych ego!

Budujemy opowieść o świecie, o sobie i o innych, tworzymy założenia i przekonania, akceptujemy tylko część życia a inną odrzucamy, nie widzimy, że jesteśmy częścią strumienia życia, budujemy nasze ” zamki” na piasku. To nasze ” ego ” buduje, bo chce trwać. Ego, nasz konstrukt psychiczny wciąż snuje opowieść. Te opowieści się zmieniają, gdy rozwija się nasza świadomość. Im więcej świadomości tym bardziej granice ego stają się cieńsze!

Jestem nikim i jestem wszystkim. Poza historią, naszą opowieścią o świecie, o sobie, o innych jestem „nikim” i „wszystkim” jestem wolna, jestem życiem, świadomością, moją esencją. Ciekawe, bo moim zdaniem trochę o tym co mówię było w ” Grze o Tron”, za murem żyją wolni ludzie, za murem naszych opowieści 🙂 Jednak nasze ego i snute opowieścią są częścią życia. Rodzimy się w opowieści, historii i w odpowiedzi na zastałą opowieść, oczekiwania, kształtuje się ego, nasza rola. Język i inne symbole utrwalają nasze opowieści. Zdałam sobie sprawę, że np. w słowach ” moja mama” są oczekiwania a z nimi pretensje, jest przywiązanie a z nim cierpienie.

Na ile potrafimy spojrzeć za mur naszych opowieści na tyle jesteśmy wolni 🙂

Zapraszam na szkolenia i coaching

Ela

Zmieniamy się dopiero wtedy, gdy staniemy się sobą!

Zgłębiam terapię Gestalt i czytam, że w 1970 roku Arnold Beisser sformułował paradoksalną teorię zmiany, na której opiera się ta terapia. Głosi ona, iż zmieniamy się dopiero wtedy, gdy staniemy się sobą. Tylko co znaczy stać się sobą? Tu się zatrzymałam i chce się w tym poście do tego odnieść!

Terapia Gestalt kładzie nacisk najpierw na samopoznanie / samoświadomość i akceptację, zanim zabierzemy się za zmienianie czegokolwiek! I ja się z takim podejściem zgadzam! Moim zdaniem główną rolą terapeuty / coacha/ trenera jest akceptująca postawa, tworzymy przestrzeń akceptacji dla wszystkiego, z czym klient przychodzi i kim jest, w pełni go akceptujemy. Zazwyczaj jest tak, że w dzieciństwie nie dostaliśmy pełnej akceptacji / bezwarunkowej miłości od najbliższych i społeczeństwa a brak takiego środowisko skutkuje tworzeniem się mechanizmów obronnych, zahamowaniem spontanicznego rozwoju, utratą kontaktu z naszą esencją. Stać się sobą, to moim zdaniem, przywrócenie kontaktu z naszą esencją. To nasza esencja wpierw dostrzegana przez terapeutę/ coacha a potem przez nas samych, ma moc do zmiany. To nasza esencja się rozwija a my dzięki temu zyskujemy poszerzone możliwości postrzegania, rozumienia rzeczywistości i działania, zmiany!

A co mi osobiści pomaga w takim akceptującym podejściu do klienta – właśnie szerszy kontekst w jakim widzę klienta! Każdy z nas jest czymś więcej niż ” konglomeratem cech psycho – społecznych”, każdy z nas jest „przestrzenią”, w której doświadczamy swoim myśli, emocji, jesteśmy tym JA, które mimo zmiany naszych ciał, emocji i myśli cały czas po prostu jest, jesteśmy naszą esencją! Terapia ACT mówi o JA jako kontekście, ramie, w której toczy się życie – jego zawartość tzn. nasze role, nasze tożsamości, nasze opowieści o sobie, innych i świecie. I myślę, że niejako prowadzi nas w kierunku naszej esencji, choć o tym nie wspomina! Moim zdaniem, nowoczesne terapie psychologiczne( jak ACT, Gestalt, System wew. rodziny ) mimo, że czerpią pełnymi garściami z duchowości, zubożają ją, sprowadzając do technik a nie wspominając o naszych fundamentach – naszej duchowości.

Tu ciekawostka- Dekalog Gestalt zainspirował Claudio Naranjo, który wspierał się w pracy systemem „Ennegram” ( system dziewięciu typów osobowości), bazującego na duchowych korzeniach!

Co widzisz na obrazku?

Duchowość nie jest tym, co o niej myślimy! Duchowość jest tym, w czym pojawia się religia a nie jest religią. Jest przestrzenią naszego rozwoju, przestrzenią możliwości i pełnej świadomości. Jest jednością, do której wszyscy podświadomie dążymy 🙂 Jak mówi teoria ego rozwoju Susan – rodzimy się nieświadomi jedności by rozwijać się w kierunki świadomej jedności ze sobą, z innymi i ze światem! To dlatego mówimy o rozwoju świadomości, a rozwój ego jest integralną jego częścią 🙂

Elżbieta Rogalewicz

Poziom świadomości a skuteczne podejście terapeutyczno – rozwojowe.

Niedawno byłam na kursie ACT ( terapia kontekstualna), który wzmocnił moje przeczucie o skuteczności różnych podejść terapeutyczno- rozwojowych na różnych, kolejnych etapach naszego ego rozwoju. Jeśli czytaliście moje wpisy to znacie już mapę ego rozwoju ( wertykalnego rozwoju, poszerzania świadomości ) Susan Cook – Greuter, wiecie, że wszyscy przechodzimy i integrujmy kolejne etapy. W skrócie mamy dwa zadania na drodze rozwoju – zbudowanie integralnej osobowość i połączenie naszej osobowości z transpersonalną esencją – ja obserwującym. Już tu widać, że psychologia transpersonalna ma swoje miejsce, tak jak zresztą ACT 🙂

Rozwój ego – rozwój wertykalny

Wszelkie ” teorie” sprawdzam na sobie i widzę, że nie jestem w stanie przekroczyć mojego ego – osobowości, jeśli mój rozwój przez kolejny etapy był zakłócony, potrzeby nie były zrealizowane i mam wewnętrzne rany. Wewnętrzne rany i nieuwolnione emocje i uczucia sprawiają, że całą energię zużywam na obronę mojego kruchego ego – skupiam się na sobie, jestem egoistką! Inaczej, gdy nie zbudowałam integralnej, zdrowej i zdrowo funkcjonującej osobowości, nie mogę iść dalej w kierunku wyższych uczuć i wartości jak współczucie, altruizm! Nie mogę przekroczyć siebie – ego:–)

Choć mam w sobie poczucie łączności z moją esencją ( duszą) i to ona mnie zdecydowanie prowadzi w moim rozwoju, konieczna była moja praca nad kolejnymi etapami ego rozwoju, zaczynając od tego najniższego – self – centric. To poczucie łączności z esencją, moim zdaniem, też jest bardzo istotne w pracy nad własnym rozwojem! W podejściu na skraju duchowości i psychologii ” diamond approach” wspomina się o ” basic trust”, czyli głębokim poczuciu zaufania do świata, do siebie, takim fundamencie. Tracimy tę łączność ( bardziej lub mniej) w dzieciństwie, gdy zewnętrze warunki nam nie sprzyjają – słynne „holding environment” D.W. Winnicott! Można też powiedzieć, że uzdrawiając, integrując nasze ego, łączymy się znów z naszą esencją.

Basic Trust

Jeszcze dodam tu, że każdy etap rozwoju ma swoje zdrowe oblicze, które potrzebujemy zintegrować. Każdy etap ma istotne aspekty, z których budujemy zdrowe ego i realizujemy się w świecie. Ważne są nasze potrzeby, ważna jest umiejętność bycia we wspólnocie, ważne są nasze kompetencje. Budujemy na początku bazując na tym co zewnętrze, by w pewnym momencie skierować się do naszego wnętrza.

Wracając do tematu tego wpisu, terapia ACT, moim zdaniem, jest terapią wspierającą przejście z etapu budowania zdrowej osobowości do etapu łączenia się z naszą esencją. Trudno, moim zdaniem, jest nam widzieć nasze ” ja” jako ” obserwatora ego”, gdy jesteśmy na etapie budowania/ uzdrawiania naszego ego. Na początku obserwatorem może być dojrzały terapeuta, coach, oni pomagają zbierać jakości kolejnych etapów i budować ego oraz połączyć się z esencją, wewn. mądrością i przewodnictwem ( integrująca terapia wewnętrznej rodziny, relatywistyczna terapia ACT, coaching). Na dalszej drodze rozwoju terapeuta, coach stają się bardziej partnerami, zasobnymi jedynie w większą wiedzę specjalistyczną! Ekspertem od swojego świata i rozwoju staje się klient! W terapii ACT bardzo podoba mi się odejście od etykiet i diagnoz a raczej skupianie się na objawach i indywidualnym podejściu.

Podsumowując to dojrzałość terapeuty, coacha i trenera, mapa naszego rozwoju, indywidualne podejście dopasowane do etapu rozwoju dają szansę na skuteczność wszelkich terapii i metod rozwojowych. Każde podejście jest warte poznania i zastosowania, ale w zależności od etapu rozwoju klienta.

Elżbieta Rogalewicz

Człowiek w swojej esencji jest niewinny!

Ostatnio rozmawiałam z koleżanką psychologiem o prawdzie. Boimy się, czy to na szczeblu indywidualnym czy wspólnotowym, spojrzeć prawdzie w oczy a wszystko dlatego, że się wstydzimy. Do takiego właśnie wniosku doszłyśmy a ja połączyłam to z teorią uwalniania emocji D. Hawkinsa. Emocje i rozwój świadomości to moje koniki!

Wstydzimy się nadmiernie i boimy się osądzenia ze strony innych ludzi, więc ukrywamy różne prawdy – czyli to, co faktycznie się zdarzyło! A moim zdaniem bez prawdy, czyli bez akceptacji tego co jest, utrudniony jest nas rozwój i wychodzenie z negatywizmów i uwalnianie pozytywnych wyższych emocji i uczuć. A tego, moim zdaniem, potrzebujemy dziś w obliczu kryzysu.

Moja teoria, oparta oczywiście o badania i teorie innych naukowców, jest taka, że człowiek jest w swojej esencji niewinny a wstyd i wina pojawiły się wraz z procesem tworzenia się ego – struktury psychicznej. Tak więc jest to normalne, że się wstydzimy i czujemy winę zwłaszcza, że kultura, czyli nasze wspólne pole istnienia, niejako posługuje się wstydem i winą, aby trzymać człowieka w ustalonych ramach ” dobra i zła”. Jednak moim zdaniem trzyma zbyt mocno! 🙂

Człowiek na drodze rozwoju przez poziomy ego ma dostęp do ograniczonej świadomości, czyli postrzegania i rozumienia tego co jest, nazywa dobrym to, co według niego jest dobre.  Sokrates pisał ” że ludzie, mogą wybrać wyłącznie to, co postrzegają jako dobre, jednak nie są w stanie odróżnić prawdziwego dobra od iluzorycznych przekonań o świecie”. Właśnie to, że ludzie nie potrafią odróżnić prawdziwego dobra, zaprowadziło nas do stworzenia reguł, tego co jest dobre a co nie jest! Jednak są to reguły, które mają nam pomóc, ale nie są wyrocznią!

Potrzebujmy postawić na nasz rozwój!

To co jest ważne i co potrzebujemy pilnie zaimplementować na polu indywidualnym i wspólnotowym to :

1. Nasza esencja, istota jest niewinna. Rozwój człowieka ma na swojej drodze liczne ograniczenia i to powoduje, że człowiek błądzi.

2 Błądzenie jest normalne! Dzięki błędom się uczymy!

3. Człowiek robi to co jest w stanie zrobić na dziś, na poziomie świadomości, na którym się znajduje.

4. Reguły „dobra i zła” są potrzebne do momentu, gdy człowiek stanie się bardziej  świadomy i odpowiedzialny za siebie i innych. Potrzebujemy pokory dla naszej ludzkiej, wspólnej ograniczonej kondycji i przechodzenie przez kolejne poziomy rozwoju.

 

Ela

images