Od wyzysku do współpracy, od niezależności do współzależności!

W szkole moje dziecko wraz z innymi dziećmi postanowiło hodować ślimaki a że jest w szkole NVC ( porozumienie bez przemocy) zebrali się w kręgu, żeby to przegadać, bo przecież dzieci chcą zabrać ślimaki z ich naturalnego środowiska!

Przy tej sytuacji urodziło się we mnie pytanie: skąd u dzieci chęć zabierania z natury ślimaki, w sumie jedynie dla własnej przyjemności? Bo o ile cenie metodę NVC to zdaje sobie sprawę, że przemoc jest głęboko w nas pisana ( jesteśmy przemocą) i to głęboko w nas potrzebna jest zmiana, żeby i nasz język się zmienił ( działanie też). Tak więc skąd pomysł zabierania ślimaków?

Z jednej strony przychodzi mi do głowy, że dzieci naśladują nas dorosłych. Przecież zabieramy dzieci do zoo, kupujemy zwierzątka i trzymamy w klatkach, a tak grubiej dzieci też zabieramy z placu zabaw  ( naturalną potrzebą dziecka jest zabawa) do szkoły i w ogóle w naszej kulturze mamy przekonanie, że człowiek góruje nad naturą i ma prawo czyni sobie ziemię poddaną. Z drugiej strony może chęć górowania jest w naszej naturze, jesteśmy po prostu w procesie stawania się coraz bardziej świadomymi, dojrzałymi i mądrymi. W takiej sytuacji nie negowałabym tego, akceptowałaby, jednocześnie uświadamiając, że można inaczej.

Dzieci chłonną jak gąbka wszystko, to co my dorośli kreujemy własną świadomością, myślą, słowem. Często nowa wiedza przekracza poziom naszego rozwoju, chcemy przekazać ją dzieciom a sami postępujemy po staremu. Wiedza potrzebuje być ucieleśniona, tylko wtedy przejawi się w języku i naszym działaniu i w działaniu dzieci też.  Tak więc potrzebny jest rozwój nas wszystkich na wyższy poziom świadomości, który pozwoli na ucieleśnienie wiedzy takiej jak NVC,  turkusowe organizacje, współpraca i współzależność.

W tej chwili tworzy nas paradygmat wyzysku i niezależności, więc nie ma mowy o współpracy i współzależności z innymi ludźmi i naturą. Wyzyskujemy naturę i innych ludzi, dążymy do niezależności a nie współzależności. Ale to jest normalne w punktu widzenia teorii ego rozwoju. Najpierw potrzebujemy stworzyć niezależne ego, żeby później móc poluzować jego granice i wpuścić więcej światła a wraz z nim innych ludzi i naturę.

Zapraszam po więcej wiedzy na moje szkolenia i coaching 🙂

Elżbieta Rogalewicz

 

 

Turkusowe zespoły, organizacje!

Wracam z tematem turkusowych organizacji, bo pojawia się wiele spotkań, postów na ten temat a z drugiej strony sama się trochę rozwinęłam i mam poszerzoną perspektywę, trochę widzę więcej 🙂

To co jest ważne w turkusie a nie zawsze jest komunikowane, to to, że turkus jest z poziomu poszerzonej świadomości, jest to etap rozwoju człowieka. Podkreśla to wyraźnie Frederic Laloux  w książce ” Pracować Inaczej”. W teorii Susan Cook – Greuter, harwardzkiej badaczce, jest to poziom postkonwencjonalnego myślenia, poziom aktualizacji. Jesteśmy w erze komputerowej, więc wyjaśniając tę aktualizację posłużę się też trochę metaforą ” komputerową”.

Jeśli na co dzień działamy w pewnym programie, a ten program traktujemy jak nasz świat i w pełni się z nim identyfikujemy to trudno nam ten program aktualizować w oparciu o nowe dane, które do nas płyną. Ba! my nawet nie zauważamy tych nowych danych! Żyjemy w pewnej konwencji, czyli normach myślenia, postępowania itd…

Zdystansowanie się do programu, z którym się utożsamiamy i który traktujemy jako naszą rzeczywistość, zrobienie przestrzeni w nas na to co jest i zauważenie tego co się faktycznie dzieje wokół nas, daje szanse na zmianę, aktualizację naszego programu. Ten program to konwencja, w której żyjemy, to struktura i wypełnienie naszego ego, tego co bierzemy za nasze Ja, za naszą rzeczywistość. Tak, tak wiem to brzmi dziwacznie, ale wierzcie mi po zgłębieniu i pracy nad własnym rozwojem, już tak dziwacznie to wszystko nie brzmi 🙂

Leadership-Maturity-Framework-by-VeDA-4

To co Susan nazywa postkonwencjonalnymi poziomami rozwoju to droga w kierunku odnalezienia siebie ponad konwencje, odnalezienie własnych wartości, misji, które dają nam szansę na samorealizację i wzbogacają świat. W duchowości znalazłam podział na etap ego – rozwoju i rozwoju tzw. personal essence, czyli tej esencji naszego bytu , która z konstrukcji ego zostawia tylko to co prawdziwe. To jest ten sam podział, tylko inaczej nazwany, u Susan jest podział, między innymi, na konwencjonalny i postkonwecjonalny.

Rodząc się, reagując na otoczenie i starając się wpasować, tracimy w jakimś stopniu kontakt z naszą esencją, rozwijamy strukturę psychofizyczną ego. Psychologia kończy się na rozwoju dojrzałego, zindywidualizowanego ego ( poziom self – determining u Susan) a potem się zaczyna się tzw. duchowość, którą na nieszczęście wiążemy jedynie z religią 😦 Choć studiuje teraz terapię ACT (terapia akceptacji i zaangażowanie )i muszę powiedzieć, że ta terapia sięga głębiej i się cieszę, że między innymi uważność ( mindfulness) zaczyna być doceniana przez naukę.

Ten aspekt duchowy to ta nasza esencja, z którą na drodze dalszego rozwoju, ponownie nawiązujemy kontakt, i która pozwala na naszą aktualizację i aktualizację naszego ego, zostawiając z jego konstrukcji, tylko to co prawdziwe.

Każdy poziom, etap jest ważny i stanowi normalny proces ewolucji. Każdy kolejny poziom, etap jest zbudowany i włącza poziom poprzedni. Tak więc w naszym rozwoju nie możemy niczego pomijać. Biorąc to pod uwagę, Susan oferuje coaching dopasowany do poziomu, etapu rozwoju. Bardzo często na drodze rozwoju potrzebujemy, niejako cofnąć się do wcześniejszych etapów, które niepoprawnie zintegrowaliśmy. A ten etap, na którym obecnie jesteśmy, potrzebujemy dobrze wyeksplorować. Susan Cook – Greuter stworzyła serię pytań, które pozwalają określić nasz etap rozwoju. Ten raport razem z informację o przebiegu naszego rozwoju to wspaniałe narzędzie wspierające nasz rozwój osobisty.

Podsumowując nie śpieszmy się z tym turkusem, raczej rozwijajmy się w kierunku turkusu, sprawdźmy najpierw, na jakim etapie jesteśmy, gdzie musimy się jeszcze cofnąć, aby pójść dalej. Ci potrzebujemy jeszcze rozwinąć na etapie na którym teraz jesteśmy.

Elżbiea Rogalewicz

Podstawowe zaufanie

Jakość naszych pierwszych chwil na świecie wpływa na utrzymanie lub utratę w części ( większej lub mniejszej) tzw. podstawowego zaufania ( basic trust). Podstawowa ufność jest według E. Eriksona, znanego psychoanalityka, kamieniem węgielnym zdrowej osobowości.

Tu od razu dodam, że z pojęciem „podstawowego zaufania” spotkałam się też w duchowości, co jest dowodem na to, że nauka bierze idee z duchowości 🙂 i nauka i duchowość nie są niezależne a wzajemnie się inspirują i przenikają. Tak więc warto eksplorować obie dziedziny.

Jeśli najbliższe otoczenie, w okresie niemowlęcym, odpowie na nasze potrzeby w sposób wspierający, z miłością i pełną akceptacją, rozwinie się w nas poczucie bezpieczeństwa i przekonanie o dobroci, obfitości, przychylności świata. Na takim solidnym fundamencie dalej możemy rozwijać się w stronę autonomii, kompetencji i mądrości.

Jeśli otoczenie nie będzie odpowiadać na nasze potrzeby, nie zobaczy nas w pełni i nie zaakceptuje a tylko będzie projektować na nas swoje wyobrażenia, to utracimy w dużym stopniu podstawowe zaufanie i zaczniemy reagować na sygnały odbierane od otoczenia.

Jeśli otoczenie nas nie widzi  to i my siebie nie zobaczymy i zaczniemy kształtować swoją osobowości jako reakcja na otoczenie. Zamiast sobą, z jednej strony autonomiczną a z drugiej strony częścią większej całości, staniemy się odseparowanym, bezradnym, zbiorem reakcji. Tu w dalszym zrozumieniu tematu pomoże nam definicja tzw. duchowości.

A więc jaką definicję podstawowego zaufania przyjmuje tzw. duchowość:

„… Podstawowe zaufanie jest dla duszy sposobem dopasowania się do fundamentalnych praw jednej, prawdziwej rzeczywistości, do faktu, że poczucie sensu istnienia jako odseparowane i wyizolowane jednostki jest błędne, że nasze doświadczenie ego, w izolacji i w bezradności, jest iluzją opartą na identyfikacji z fizyczną manifestacją świata. Wiedzieć, że jesteśmy częścią jednej rzeczywistości oznacza, że nasza prawdziwa natura nie jest zdefiniowana przez doświadczenie ego w fizycznym ciele i nie może być zraniona czy zniszczona. Jeśli indywidualna dusza nie utraciła kontaktu z prawdziwą rzeczywistością niepodzielności, wtedy odzwierciedli to przez działanie w sposób, który wyraża tę wiedzę…” Facets of Unity A.H. Almaas.

To wygląda tak, że akceptujące i kochające otoczenie pozwala nam na pozostanie w kontakcie z prawdziwą, niepodzielną rzeczywistością, ze światem Platońskich idei, ze źródłem i istotą życia.

Nawiązując do zbliżającego się święta Bożego Narodzenia można powiedzieć, że każde dziecko, które się rodzi jest połączone z tym co boskie i od nas zależy czy stworzymy takie warunki ( holding environment Winnicott), aby to co boskie mogło się w naszym świecie w pełni narodzić 🙂 a my rozwijać zdrową osobowość.

Poniżej jeszcze tabelka jakie według E. Eriskona stadia rozwoju przechodzimy w trakcie życia.

To podróż bohatera w stronę mądrości, w którą każdy z nas musi wyruszyć i dalej pokonywać po drodze dylematy (przechodzić tzw. kryzysy rozwojowe) i zyskiwać cnoty.

Stadium rozwoju Biegun pozytywny Biegun negatywny Cnota  (wartość ) stanowiąca osiągnięcie danego stadium rozwoju
Niemowlęctwo Podstawowa ufność Brak zaufania Nadzieja
Wczesne dzieciństwo Autonomia Wstyd i zwątpienie Wola
Średnie dzieciństwo Rozwijanie inicjatywy Poczucie winy Stanowczość
Późne dzieciństwo Pracowitość Poczucie niższości Kompetencja
Dorastanie Poczucie tożsamości Pomieszanie ról, tożsamości Wierność, zdolność podejmowania zadań
Wczesna dorosłość Intymność -bliskie relacje Poczucie izolacji Miłość
Średnia dorosłość Produktywność Stagnacja Troska o innych
Późna dorosłość Integralność ego Rozpacz Mądrość

Elżbieta Rogalewicz

Muszę – Ja chcę -Jest

 

woman_loving_life1-1323

Jestem jeszcze w trakcie czytania książki ” Wprowadzenie do zen” Aleksandra Poraj – Żakiej a już mam ideę, którą chce się podzielić. Moi nauczyciele sztuki coachingu podkreślali mocno podczas szkolenia, żeby zamiast ” powinno się, muszę” mówić ” ja chcę, ja potrzebuję”  a zen uczy ” prostego bycia tu i teraz” i świadomości, że wszystko już ” jest” i nie potrzebujemy specjalnie szukać czegoś na zewnątrz, co spełni nasze iluzoryczne potrzeby i oczekiwania, co zapewni sens życia.

Ja tu widzę przechodzenie i integrowanie kolejnych poziomów rozwoju ego/ świadomości. Według klasyfikacji Susan Cook – Greuter poziomy rozwoju ” Group centric” i „Skill centric ” to poziomy, na których jednostka przyjmuje i  identyfikuje się w pełni z grupową, zastaną, tradycyjną wizją świata, z ogólnie przyjętymi prawami, zasadami i poglądami. To dlatego osoby na tym poziomie często będę używały słowa „powinno się, muszę”, bo tradycje, środowisko mówi co musimy i co powinniśmy, są twarde, sztywne zasady.

hqdefault

Na kolejnym poziomie „Self – Determining” jednostka staje się agentem, inicjatorem swojego życia i mówi ” ja chcę, ja potrzebuję”. Jednak jednostki na tym poziomie wciąż są ślepe na subiektywność kryjącą się za obiektywnością i tym samym wciąż poruszają się w ramach uzgodnionej rzeczywistości , jako tej prawdziwej ( osadzenie w realiach).

Dopiero na kolejnych poziomach rozwoju zaczynamy kwestionować twory naszego, bądź co bądź potężnego umysłu, podważać przekonania i założenia, które przyjęliśmy do interpretacji rzeczywistości. Odkrywa się iluzoryczności istnienia naszego ” ja „. A jak nie ma ” ja ” to nie ma ” ja chcę, ja potrzebuję”. Pojawia się świadomość bycia, poczucie ” życie jest”. Rzeczywistość jest taka, jak jest, teraz.

Rozwój, stopień dojrzałości według Susan Cook- Greuter to przechodzenia od identyfikacji ” Ja jestem tym a nie jestem tamtym” do ” Ja jestem tym i tamtym”. Wraz z rozwojem zaczynamy dostrzegać, akceptować i przyjmować niechciane, wyparte aspekty siebie i świata. Dualistyczna perspektywa naszego umysłu zakłada, że jesteśmy „my” i jest ” coś” poza nami. Na wysokim poziomie rozwoju mamy już świadomość, że istnieje tylko jeden umysł, jeden byt i jedna rzeczywistości i że to nasz umysł rozbija tę jedną rzeczywistość na wiele perspektyw, jeden umysł na wiele tożsamości, jeden byt na iluzję oddzielenia.

Elżbieta Rogalewicz

 

 

 

Dotknąć życia

     

 

empathy-hands

  „Wyobraźmy sobie, że możemy stworzyć struktury i instytucje społeczne nastawione na uwzględnienie potrzeb wszystkich poprzez współpracę opartą na dobrowolności. Wizja to stoi w sprzeczności z naszą obecną rzeczywistością – niedostatku i konfliktu – dlatego, aby ją sobie wyobrazić, potrzebujemy nowego rozumienia i pozytywnego stosunku do naszego człowieczeństwa. Podejście to zakłada zupełnie inną teorię ludzkiej natury, w której centrum znajdują się nasze potrzeby – to one stanowią o tym kim jesteśmy, motywują nas i pobudzają nas do wszelkich działań, które podejmujemy jako istoty ludzkie.” Miki Kashtan

Podzieliłam się z wami tym kawałkiem  z książki Miki Kashtan „ Niezwykle Świadome Życie”, bo obserwując własne i innych życie twierdzę, że bardzo istotne dla naszego rozwoju jest stworzenie takiej wspólnej przestrzeni, która jest rzeczywiście nastawiona na uwzględnienie naszych potrzeb. Tą przestrzenią jest konstrukt myślowy ( założenia, przekonania itd), który materializuje się w struktury, instytucje, system.

Warto tutaj dodać, że wyróżniam „ ja „ jako świadomość istnienia oraz „ ja „ jako ego, dojrzewająca, rozwijająca się według pojawiających się potrzeb, wciąż zmieniająca się konstrukcja ” subiektywnego ja”. Biorąc mój przykład: Ela, Polka, kobieta w sensie roli społecznej itd. to ego, moje subiektywne poczucia „ ja” jako element konstruktu myślowego, w którym wzrastałam  i „ ja” jako świadomość „ jestem, istnieje, widzę własne myśli, nie identyfikuje się z nimi”. I tu przytoczę Virginie Satir, terapeutkę, która trochę to wyjaśnia:

„ Postrzegam wszystkich ludzi jako przejawy życia, niezależnie od tego, jaką mogło ono przybrać formę”.

Przestrzeń, konstrukt myślowy, w którym istniejemy determinuje w dużej mierze nasz rozwój. Choć nie tylko, bo również świadomość. Susan Cook Greuter mówi o dwóch drogach rozwoju, ja myślę, że połączonych ze sobą : rozwój duchowy ( świadomość) oraz rozwój, dojrzałość ego.  I  tu też przytoczę Virginię, niezwykle skuteczną terapeutkę, żeby rozświetlić, upowszechnić termin świadomość, które wciąż wielu jawi się jako coś nie z tej ziemi:-) :

 „ Pod tym wszystkim widzę żyjącego człowieka, który jak myślę, inaczej wykorzystałby swój potencjał, gdyby miał kontakt z życiem. Z życiem, którym jest i którego część stanowi. Tak więc kiedy spotykam człowieka, w myślach zdejmuje z niego zewnętrzną powłokę i próbuje zobaczyć wnętrze…które próbuje zamanifestować swoją obecność…”

Zauważam na poziomie ogólnym, że ludzki konstrukt myślowy oparty jest w dużej mierze na lęku ( istnieją podstawowe emocje: lęk i miłość). Lęk powoduje, że nie akceptujemy życia, walczymy cały czas, próbujemy ujarzmić i kontrolować, chcemy jednie przetrwać – byleby do weekendu:-).

„Nie smakuję życia… bo się go boję. Do tego powinien przyznać się wędrowiec, który wyruszając w drogę, tak mocno się „spina”, by zabezpieczyć się przed wszelkimi przygodami, że przez to nie może cieszyć się drogą. Wyobraża sobie czyhające na niego straszne niebezpieczeństwa tak mocno, że skupia się wyłącznie na nich i w rezultacie podróż staje się tylko przeszkodą do szybkiego pokonania, a nie okazją do rozwinięcia skrzydeł ” Jacek Siepsiak SJ „Twoja Wyobraźnia cię uzdrowiła”

Miłość to akceptacja, tego co jest, wolność, szansa na rozwój, realizację swojego potencjału dla siebie i innych. Tak więc, jak dla mnie, uświadomienie sobie, że się boimy, że inni się boją jest dużym krokiem w kierunku zmiany.

Przestrzeń, system, w którym istniejemy determinuje nasze ego, wspiera lub ogranicza nasz rozwój, naszą dojrzałość. Każdy z nas ma te same potrzeby, wybieramy tylko różne strategie do realizacji naszych potrzeb. Ja w ogóle lubię myśleć, że są tylko potrzeby, nie ma mnie, nas, są tylko potrzeby. W jaki sposób przestrzeń nas determinuje? Np. kiedy się rodzimy dostajemy tożsamość ( Ela, Polka), której nie wybieramy i nikt się z nas nie pyta czy ją chcemy.  Jesteśmy przydzielani też do klasy społecznej, z którą potem się identyfikujemy i myślimy o sobie, że np.  ja jestem tylko zwykłym człowiekiem, więc co ja mogę! Kto z nas nie zna zwrotów ze swojego życia: powinnaś, musisz, wszyscy tak myślą!

I teraz nie neguje wszystkiego co jest, bo wynika to z naszego rozwoju świadomości. Tzn. do tej pory nie mogliśmy tego zauważyć, że istniejmy w ramach konstruktu myślowego. Pojawiały się w historii pojedyncze „oświecone” osoby, które o tym mówiły,  ale dziś jest już potencjał procentowy, żeby dokonać zmiany. Jest coraz więcej świadomych ludzi, na poziomie świadomości umożliwiającym dokonanie zmiany konstruktu, wspierającego rozwój nas wszystkich. Są też narzędzia jak coaching, terapie, kręgi itd. mówiące o świadomym i odpowiedzialnym życiu.

To co jest ważne to uświadomienie sobie, że nie ma mnie bez innych. Moje ego, subiektywne „ ja” jest częścią jedynie konstruktu myślowego. Ten konstrukt myślowy daje nam tożsamość, ramy istnienia. Ale konstrukt myślowy potrzebuje odpowiadać  ( zauważać, rozumieć, być pro-aktywnym) na istniejące potrzeby. Konstrukt musi uwzględniać, być nastawionym na wszystkie potrzeby, tak żeby cała ludzkość mogła się rozwijać. Niezauważone potrzeby będą szukać każdego sposobu, żeby się realizować. Nasze potrzeby mogą stać się nawet terrorystami 🙂 Ktoś nawet powiedział, że wszyscy jesteśmy terrorystami.

Wczoraj oglądałam program „ projekt bezdomny”, aktor przebrał się za bezdomnego i próbował żebrać o jedzenie. Poruszyło mnie to co powiedział na koniec ze łzami ten aktor – żebrak: „ nikt mnie nie zauważał, tak jakby nie istniał, a ja istnieje”. To ważne, żeby pamiętać, że każdy z nas jest wartościowym życiem, nieważne jaką formę przybieramy.

Virginia Satir w terapii uwzględnia cały system. Tzn. leczy cały system – rodzinę a nie jednego członka, którego wszyscy obarczają winą, widzą w nim chorego, złego, nieprzystosowanego. Nasz system, konstrukt potrzebuje terapii, zmiany, tak żeby każdy z nas mógł dotknąć życia, stać się autentycznym sobą, swoim potencjałem. Potrzebujemy przestrzeni nastawionej na uwzględnienie wszystkich potrzeb. Potrzeby to życie a życie to potrzeby.

Elżbieta Rogalewicz

 

images

Terapia a coaching

Pytano mnie ostatnio: „czy pracuje z depresją?”. Postanowiłam więc napisać post o tym,  jak ja widzę terapię a jak coaching.

Żeby pracować z celem, wizją moim zdaniem trzeba mieć tzw. zdrowie psychiczne, inaczej nie być w cierpieniu i nie poszukiwać ulgi. Jeśli masz ciążący problem, cierpisz, czujesz brak mocy to idziesz do terapeuty a jeśli masz jakiś nawet mglisty cel, coś pragniesz, czujesz moc ( lub odwrotnie czegoś bardzo nie chcesz, czujesz ograniczenia), ale nie wiesz co i jak dokładnie to pomocny będzie coaching.

Coaching nie prowadzi do rozwiązywania ciążących problemów, ulgi w cierpienia a skupia się na sprecyzowaniu i realizacji celu. Cel jest czymś co nam przyświeca, jak gwiazda na niebie, za którą mamy podążać. Cel, pragnienie wyznacza przestrzeń do pracy : A co robisz, żebyś to miał i dlaczego nie masz tego teraz?

W coaching oczywiście pracuje się  na „ przeszkodach” stojących na drodze do celu, ale ta praca wymaga poczucia mocy, zasobów, umiejętności. Te przeszkody to często niska samoświadomość, różne przekonania o sobie, świecie i innych, nasza tożsamość i wartości, nieprzepracowane, wyparte elementy naszej osobowości, które manifestują się w różny sposób, które domagają się zauważenia.

Kiedy ja pracowała coachingowo z Susan Cook – Greuter twórczynią Leadership Maturity Framework zauważyłam u siebie przeszkodę wynikającą z nieprzepracowanego niższego poziomu ego, choć też wynikającą z przekonań. Kiedy widziałam jakieś mocno egoistyczne zachowanie to dostawałam białej gorączki. Potrzebowałam spojrzeć na egoizm jak na coś, co jest zdrowe, bo daje ochronę , pozwala realizować własne potrzeby, pozwala tworzyć granice. Potrzebować uznać i zaakceptować egoizm, jako część mnie.

1-POSTER-size-arc-chart

U Susan mamy 9 poziomów a każdy wyższy poziom integruje, obejmuje niższe. I jak coś jest nieprzepracowane na niższym poziomie to niejako wracamy, żeby objąć na nowo, szerzej elementy tego poziomu. Jeszcze inaczej nie możemy się wznieść na wyższe poziomy, jeśli nie zintegrujemy w poprawny sposób elementów z niższych poziomów.

Pierwszy poziom rozwoju ego, który opisuje Susan to jest poziom: Self – Centric. Główną charakterystyką tego poziomu jest : zdobywać i chronić.  Na tym poziomie osoba jest skoncentrowana na ochronie siebie, własnych potrzebach, rzeczach materialnych i natychmiastowych możliwościach.

selfcentered

Elżbieta Rogalewicz

 

Coaching w materii czy coaching w duszy?

Coaching w materii czy coaching w duszy?

Jak postrzegamy coaching, jak się do niego odnosimy? We wcześniejszym poście pisałam o poziomach ego/ poziomach świadomości i jak na tych poziomach odnosimy się do tej usługi, jak korzystamy z coachingu. Dziś inspirowana rozmową z „ uduchowionym” kolegą ( bardzo go cenie, wiele robi dla innych) chciałabym rozpisać się na temat coachingu, jako o zmianie w materii i w duszy. Kolega twierdzi, że coaching nie działa, bo jest tylko w materii.

Po pierwsze duchowość to jest nasze subiektywne odczucie bycia częścią większego systemu, do pewnego momentu rozwoju ego/ świadomości koncentrujemy uwagę na sobie, grupie, wiedzy a brakuje nam myślenia systemowego, „ ja” jako część czegoś większego, „ ja” jako odpowiedzialny, niezależny realizator misji na rzecz siebie i innych, „ ja „ jako element większego projektu, z którym muszę się porozumieć.

Świat, rzeczywistość się nie zmienia, zmienia się jedynie nasze rozumienie i widzenie tego świata. To my nadajemy znaczenia, my tworzymy teorii i idee, a te znaczenia, teorie, idee wraz z rosnącym poziomem ego/ świadomości zaczynają obejmować więcej, szerzej tego co już jest, dochodząc do punktu, w którym widzimy, że wszystko jest jednością. Rozwój w materii ( dojrzałość ego) musi iść w parze w rozwojem duchowym. Samo „ uduchowienie” bez rozwoju w materii, tzn. bez umiejętności urzeczywistnienia duchowych idei jest jedynie drogowskazem choć oczywiście pobudzającym nas do rozwoju. Aby urzeczywistnić duchowe idee potrzebujemy rozwoju ego/ świadomości, potrzebujemy dojrzałości.

Nakładając teorię Diltsa (coaching przez małe c i coachingu przez duże C) na hierarchię rozwoju ego Susan Cook Greuter powiedziałabym, że do poziomu self – determining mamy coaching przez małe c, w materii a zaczynając od poziomu self – questioning mamy coaching przez duże C , czyli w duszy! Na tym poziomie zaczynamy widzieć więcej, doceniamy inność, zaczynamy brać odpowiedzialność za swój rozwój. Każdy rozwój w materii i w duszy, każdy poziom rozwoju, każdy coaching przez małe i duże c jest potrzebny.

Pamiętajmy ( do siebie też mówię :-)) , że teorie ( patrz powyżej 🙂 ) to tylko i aż teorie. Ja chętnie eksploruje różne teorie, ale nie zatrzymuje się na żadnej. Teorie pomagają nam konstruować nasz model świata i trwać, problem pojawia się, gdy teoria i model świata zbudowany na tej teorii nie nadąża za naszym rozwojem lub nie obejmuje naszej drogi rozwoju:-)  Ja jednak zachęcam do patrzenia na siebie i świat poza wszelkimi teoriami i tak staram się patrzeć na sesjach na moich klientów 🙂

Elżbieta Rogalewicz